Ekipa legendarnego VHS HELL oraz Stowarzyszenie Kulturalne JARTE zapraszają 15 sierpnia wszystkich fanów kina klasy B na pokaz filmowy z epoki magnetowidów

Możecie spodziewać się robotów, nieuzasadnionej golizny, gumowych potworów, laserów, pościgów oraz salw śmiechu. Startujemy o 19:00 w piwnicy przychodni na ul. Chałubińskiego 6!

W programie:

„Żywy cel” („Deadly Prey”), reż. David A. Prior, USA, 1987, 88 min.

Odkryty kilkadziesiąt lat po swojej premierze „Deadly Prey” zyskał wśród fanów kaset wideo status filmu kultowego. Produkcja z 1987 roku to nic innego jak wyjątkowo nisko budżetowa odpowiedź na kino spod znaku „Rambo: pierwsza krew”, w którym weteran wojny wietnamskiej musi stawić czoło rzeczywistości jeszcze gorszej niż ta w lasach Hanoi.
Bohaterem jest Mike Danton, emerytowany komandos, zmuszony ponownie stanąć oko w oko z upiorami przeszłości. Porwany przez najemników staje do walki o przetrwanie, dokonując krwawej zemsty na prześladowcach swojej rodziny. Naskórkowy scenariusz, dość swobodnie traktujący zasady rzemiosła, jest tu zaledwie pretekstem do pokazania przemocy tak intensywnej, że miejscami ocierającej się o groteskę.
„Żywy cel” to pierwszy obraz w dorobku studia Action International Pictures, zajmującego się w latach 80. i 90. kręceniem niskobudżetowych filmów akcji. Podobnie jak inne produkcje studia, „Żywy cel” to podręcznikowym przykład filmu przeznaczonego prosto na rynek domowych odtwarzaczy. Za kamerą stanął jeden z założycieli AIP, David A. Prior, a w główną rolę wcielił się jego młodszy brat Ted. Na ekranie pojawia się również Cameron Mitchell, hollywoodzki weteran kina gatunkowego.

„Robot Holocaust”, reż. Tim Kincaid, Włochy/Stany Zjednoczone, 1986, 79 min.

Jeden z nielicznych „normalnych” filmów w dorobku Orsona Wellesa gejowskiego porno – Tima Kincaida, autora przełomowej w dziejach gatunku „Trylogii Kansas City”. Grupka śmiałków przemierza pustkowia, aby pokonać demonicznego Dark One i wyrwać z jego szponów naukowca zdolnego uratować ludzkość. „Robot Holocaust” to włosko-amerykańskie, fatalnie zrealizowane postapo, zaludnione przez dukających niedorzeczne kwestie naturszczyków, miotających się pośród kartonowej scenografii i chałupniczych efektów specjalnych najgorszego sortu. Kincaid nakręcił ze wszech miar nieudany produkt filmopodobny , ponosząc permanentną klęskę na każdym etapie jego produkcji. Gdyby AIDS było filmem, nazwano by je „Robot Holocaust”.

WSTĘP WOLNY!

Wydarzenie jest współfinansowane przez Gminę Miejską Mielec.

vhs